Pierwsze nasze spotkanie w 2016 roku odbyło się pod znakiem literatury polskiej, bowiem omawianą książką była powieść Wioletty Grzegorzewskiej „Guguły”. Ta niewielka objętościowo książka, co stwierdziłyśmy zgodnie, przeniosła nas w świat dzieciństwa. Dzieciństwa spędzanego w mieście czy na wsi, które na trwale wryło się w naszą pamięć. Dzieciństwa bez komputera, komórek i tabletów, z popołudniami i wieczorami spędzanymi nad własnymi sprawami, bez kontroli rodziców. Nie był to świat pozbawiony zagrożeń, jak opisuje autorka (lekarz pedofil, wąchanie kleju), ale też bez odczuwalnych traum czy strasznych przeżyć. Grzegorzewska nakreśliła go na przykładzie podkrakowskiej wsi Hektary, choć równie dobrze mógł funkcjonować wszędzie. W poetycki sposób przenosi nas w czasy zabobonów, guseł i przesądów. Wraca do miejsca dzieciństwa, gdzie funkcjonuje jeszcze medycyna ludowa.
Snuje taką codzienną opowieść o zwykłym życiu nastoletniej, wrażliwej Wioletty, a właściwie są to tylko strzępy wspomnień ukazane w bardzo obrazowy sposób. Autorka posługuje się pięknym językiem, czyta się tę książkę z przyjemnością.. Zgodnie z tematyką możemy ją wpisać w nurt literatury wiejskiej, a słowo guguły w tytule czyli niedojrzałe jabłka sugeruje, iż jest to powieść o dojrzewaniu. Bardzo nam się podobała, dała chwile wytchnienia od obecnego świata i pozwoliła każdej z nas przenieść się w do krainy, która już nie istnieje.
Halina Jasnosz